Napisane przez: kris | 24 stycznia 2010

Po wrażenia estetyczne, czyli pokiście i tropy zająca


Śnieg i ślady

Dzień zaczął się wcześnie, bo przed 5.00. Pobudka, kawa, śniadanie, druga kawa i czas już był najwyższy co by wyjść z domu i zdążyć na umówiony wcześniej autobus linii 43. Miał on dowieźć nas do Skorzeszyc – gdzie miał się wg. planu Bartka rozpocząć rajd. Skład osobowy do końca był wielką niewiadomą, a że dotarłem dość wcześnie na przystanek to i każdy kto na nim się zatrzymał był potencjalnym kompanem podróży. Ostatecznie jednak poszło nas dwóch. Ja i pomysłodawca wypadu – wspomniany już Bartek. Autobus puktualnie o 6.49 zabrał nas na punkt startu. Ile było wtedy stopni? Hmmm jakieś minus 17 na pewno. Ale co tam mróz jak się jedzie z zamiarem zrobienia zdjęć i podziwiania widoków?

Droga poprowadziła nas 20 metrów asfaltem po czym obraliśmy swój własny azymut i przez łąki, przez pola w zapadającym się śniegu wytyczaliśmy nowy szlak w stronę Niestachowa. Na fotce powyżej widać śnieg, który po kilkunastu krokach podświeliło wychylające się zza horyzontu słońce. W sniegu widać nasze ślady. Obok pełno było innych śladów – zajęczych. Pełno ich w tej okolicy, o czym świadczyły nie tylko liczne tropy, ale i same zające, które raz po raz pojawiały się nam na ścieżce (tej naszej wydeptywanej na bieżąco). Częstokroć nasza droga przebiegała według linii jaką dzień wcześniej w tym samym śniegu wędrował zając. Prawie jakbyśmy go tropili. Kto wie?

Po dotarciu do linii drzew w nasze oczy rzucił sie widok śniegu zalegającego na gałęziach tychże drzew. Na cienkich gałązkach wyglądało to mniej więcej tak jak poniżej na zdjęciu.

Śnieg na gałęziach

Ciężki za to bagaż trzymały sosny, bo gałęzie im opadły mocno, niczym ręce żołnierza stojącego na baczność. W języku leśników te ładnie prezentujące się śnieżne czapy to pokiść. Wpadliśmy więc na cudowny pomysł strącania pokiści, aby drzewom ulżyć. Czasem pod ciężarem pokiście spadały same. Odruchowo za pierwszym razem spojrzałem do góry, ale szybko zreflektowałem się, że lepiej nie otrzymać taką śnieżką w oko i „next tajm” już tylko odskakiwaliśmy z Bartkiem na boki. Widok to jednak był niesamowity. Popatrzcie.

Spadające pokiście

Po wyjściu na polankę na skraju tegoż lasu (od drugiej jego strony) padł pomysł – ognicho! Gałęzie ze ścieżki pociągnęliśmy więc ze sobą. No bo skoro opadły złamane ciężarem śniegu? Takie to paliwo za pomocą suchych liści grabu i dębu oraz prasy lokalnej udąło sie rozpalić żywym ogniem. No przyznam ogniska się nie spodziewałem i nieprzygotowany zupełnie stałem jeszcze jak wryty, ogłuszony miłym widokiem ognia, gdy pod nos podjechała mi kiełbaska. Mrrrrr – jak to mówią koty. Trzeba piec.

Ognisko

Dla wyjasnienia dodam – starzy harcerze wiedzą jak się zachować po użyciu ogniska. Owszem latem się je zalewa, ale zimą? Zasypuje śniegiem. Po upewnieniu się, że zgasło ruszyliśmy dalej. Równo z tropem zająca, który też jakiś czas wcześniej szedł tą samą drogą. I chyba niewiele wcześniej, bo po kilku minutach oczom naszym ukazał się widok tegoż skocznego zwierzaka, który czym prędzej uciekł w las. My w pamięci zakodowaliśmy ten widok i poszliśmy dalej, bo drogi nam sporo jeszcze zostało. Dodam, że pobłądzić nam się w dalszej części rajdu udało parokrotnie. Ale do Niestachowa dotarliśmy. Turystów pytających o drogę skierowaliśmy do celu. I ruszyliśmy w stronę Góry Otrocz cały czas podziwiając pokiście i wędrując po tropach zająca. A im dalej w las tym tropów więcej – sarny spacerowały i ślady zostawiły, dziki ryły pod dębem i ślady zostały, no i wilki jakieś też swoje łapy odbiły. Tyle, że już aparat powędrował do plecaka. Grunt, że udało się do Cedzyny dotrzeć. Na miejscu autobus na „machajkę” zatrzymać i wrócić do domu. Ale gdyby dzisiaj miało się zacząć jeszcze raz – to na pewno mimo mrozu poszedłbym tą trasą jeszcze raz. Dlaczego? Biorąc do kupy składowe, widoki i wrażenia estetyczne oraz wymianę poglądów powiem krótko – priceless.


Responses

  1. no podziwiam, ja się wybieram na samotną wędrówkę w ciągu tygodnia, mam nadzieję iż słońce mi dopisze 🙂 ale zakupiłem sobie drugą parę rękawic, może wytrzymam 🙂

  2. ja tez jestem zadowolony z wypadu i dumny ze az tyle udalo sie przejsc, ile? nie wiem, dopiero zarzucam GEartha zeby policzyc, z reszta, sa wazniejsze rzeczy ktorych sie nie zmierzy w km ani nie kupi karta Bastardcard.
    moje fotki pewnie za jakis miesiac najwczesniej jak dokoncze HP5, wywolam i zeskanuje
    zimowe pozdro Krzychu!

  3. Podróżować pieszo warto. Nie ważne na jakim mrozie, bo to tylko kwestia przygotowania 😉 A ja już Bartku z grubsza sprawdziłem – minimum 17,4 km przeszliśmy.

  4. zazdroszczę zjedzenia pieczonych kiełbasek- uwielbiam!!! a mróz górą!!

    • o, a ja byłem pewny że Ty kiełbasek ni ejadasz… to ci niespodzianka dopiero! 😀

  5. […] trzeba sie bedzie na razie obejsc bez tego dobrodziejstwa. Bardzo sie ciesze ze udalo nam sie z Krzyskiem przejsc ten kawalek, relacje wrzuce jak bede miec zdjecia a biorac pod uwage ze dopiero zaczalem […]

  6. […] pojawi sie po dokonczeniu filmu) z imprezki, ktora dwie niedziele temu trzepnelismy sobie z Krzyskiem Zoladkiem a zwala sie roboczo: Zimowy (calo)Dzienny Rajd Pieszy Skorzeszyce – Cedro-Mazur Japa […]


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: