Napisane przez: kris | 7 Styczeń 2011

“Maciek! Co? Co? Co?” czyli na Trzech Króli rajd do Bodzentyna

Miał to być rajd spontaniczny na Trzech Króli i taki też był. Szybko puszczone w sieć wici przekonały 4 osoby, w tym trzech Maćków i jedną tylko Magdę. Mnie i Brulionmana doliczając i wyszła już spora gromadka, którą to postanowiliśmy przemierzyć trasę od Barczy (tej masłowskiej) do Bodzentyna.

Trzech Króli squad, a raczej Trzech Maćków i s-ka

Trzech Króli squad, a raczej Trzech Maćków i s-ka

Po wysypaniu się z miejskiego dyliżansu namber 12 ruszyliśmy w stronę lasu, po drodze mijając i miejsce przyjazne pszczołom (jakąś pasiekę czy “miodziarnię”), szkołę w Klonowie, kapliczkę pw. MB Częstochowskiej (ponoć przebudowana jest z drewnianej z 1984 r.) i pomnik z amboną, na którą pierwsza wdrapała się Magda i przyznała, że widoki są zacne. A i owszem – Klonów malowniczo położoną wsią jest. Na zboczu Pasma Klonowskiego, z którego roztacza się wiu na Łysicę między innymi.

Za polami, za zaspami - Łysica

Za polami, za zaspami - Łysica

Z Klonowa już w las na żółty szlak wprowadziło nas oznakowanie – trzeba przyznać wyraźne i dobrze naniesione. Leśnymi ścieżkami dreptaliśmy raz drobiąc jak gejsze, a raz sadząc kroki metrowe, bo i śnieg raz był głęboki, a raz zamarznięte kałuże wymuszały odpowiednie postawienie obuwia coby się nie wywalić jak Jasio co to z mamą na basen poszedł (z ojcem udało się ustać na nogach, bo i załapać się dało w porę). Tak dobrnęliśmy do połowy trasy i brzuchy już dawały głośno znać, że strawy ciepłej by im się zdało. Mrozu siarczystego nie było, ale o ciepełku ogniska każdy marzył. Zaczęło się więc kiełbaszenie, a z boczku, pod drzewem zaczynała się gotować śniegowa herbatka.

Ciepło leśnego ogniska i tłuszcz cienkiej kiełbasy

Ciepło leśnego ogniska i tłuszcz cienkiej kiełbasy

Po zasypaniu ognia sporymi ilościami śniegu znów wydeptywać zaczęliśmy ślady w śniegu, bo przyznać trzeba – poza naszą szóstką to jedynie płowa zwierzyna się na ten szlak zapuszczała, co potwierdzały nam ślady. Zresztą jedna z saren była na tyle bezczelna, że głośno w swoim narzeczu wyszczekała co o nas myśli. Ale wracając do dreptania udało się dotrzeć na czubek Góry Grabowej i na teren skalnego rezerwatu. Znowu Magda pierwsza wspięła się na górę jednej ze skał. Kilka historii i dowcipów później znowu niechętnie wbiliśmy sie na szlak – tym razem już zielony – który zaprowadzić miał nas do celu, czyli Borzęcina. I doprowadził. Nawet po drodze trzech któli spotkaliśmy. I bus przyjechał. I wsiedliśmy dając zakończenie tej historii, bo morału w niej nie ma. Jest lekki niedosyt, ale to i dobrze, bo na kolejny wypad nikogo siłą ciągnąć nie będzie trzeba.

Trzej królowie, czyli cukierek albo fotka

Trzej królowie, czyli cukierek albo fotka

Relacja Brulionmana i relacja Maćka, czyli wycierucha świętokrzyskiego.


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.