Napisane przez: kris | 6 Lipiec 2010

Zejście do “Raju”

Nadrabiając blogowe zaległości czym prędzej rewanżuję się opisem ostatniej wycieczki w jakiej przyszło mi brać udział, a mianowicie wycieczce do Jaskini Raj w celu opstrykania jej i utrwalenia na zdjęciach. Wypad był pod skrzydłami KSF – Kieleckiego Stowarzyszenia Fotograficznego.

Jaskinia Raj w całej okazałości

Jaskinia Raj w całej okazałości

Poniedziałek, 5 lipca, był od dawna zapowiadanym dniem “zejścia pod ziemię”. Tak też się stało. Począwszy od zbiórki na Żytniej, gdzie dołączył do nas Bartek (vel brulionman), zaczęło się wprowadzanie w klimat robienia zdjęć. Na czas jazdy busem wyskoczyły z plecaków aparaty, obiektywy, przejściówki i tylko pani z kebabem siedząca przed nami odstawała od tego klimatu. Na liście obecności, poza niżej podpisanym, pojawiła się Iwona (ijanus), Michał (is0), Jarek (null) oraz Marcin (hitan).

Stalatyty u powały, co z nich na nos kapie

Stalatyty u powały, co z nich na nos kapie

Po dotarciu na miejsce klimat po raz kolejny się zmienił – na mikroklimat tym razem, bo weszliśmy do jaskini. I rzeczywiście można się było poczuć w niej jak w raju. Po pierwsze jeszcze za życia zobaczyliśmy kwiatki od spodu, a po wtóre zaczęliśmy wstępny obchód jaskini coby wybrać miejsca dla siebie do świecenia matrycy i kliszy najbardziej odpowiednie. Mówię kliszy, bo Bartek miał dwie końcówki filmów i postanowił niczym pierwsi odkrywcy utrwalać stalaktyty na błonie światłoczułej. No i zaczęło się…
Statywy poszły w ruch, aż nogi im zaczęły wypadać z tego rozpędu. Piloty i latarki chwyciwszy w dłoń każdy się rozpierzchł po jaskini. Nagle ciszę przeszył radosny okrzyk Bartka – “o kapnęło!”. Uradowany niczym cierpiący na przyrost prostaty dziadzio nad sedesem ucieszył się rzecz jasna z kropli spadającej z jednego ze stalaktytów do utworzonej pod nim kałuży. Humory rzec można dopisywały i poddała się naszym myślom, czasem i kosmatym, pani Basia co to nas oprowadzała po jaskini.

Harfa podświetlona nieco

Harfa podświetlona nieco

Harfa stała się pięknym obiektem do utrwalenia dla potomności i do ukazania światu co to na powierzchni żyje i pojęcia wręcz czasem nie ma co to za cuda się kryją pod jego nogami i to zaledwie kilka bądź kilkanaście metrów. Różnego rodzaju warkocze, które niczym dredy zwisały ze stropu także cierpliwie czekały, aż i one w kadr ujęte zostaną. Czekanie mają zresztą w swej naturze, bo nim urośnie takiego sopelka centymetr to sto lat minąć musi – mówiła pani Basia. Swoją drogą ciekawe jaki mikroklimat panuje pod wiaduktem na Grunwaldzkiej w Kielcach, bo tam też podobne sople zwisają i mają mniej niż sto lat.
Niska temperatura jaka panuje w “Raju” dała o sobie znać niektórym w trzeciej godzinie naszego pobytu. Co bardziej zapobiegliwi zabrali ze sobą polary, ale twardziele pstrykali z krótkim rękawem. Ważne, że hipotermia nie dopadła nikogo, a wyjście z jaskini ucieszyło wszystkich nie powrotem do szarej codzienności, ale tym, że zrobiło się cieplej. No i radość była tym większa, że po trzech godzinach pod ziemią w chłodzie, można było nareszcie skorzystać z ubikacji.

Warkocze rastamana

Warkocze rastamana

Podsumowując było bardzo miło, bo i miło zostaliśmy przyjęci i urzekły nas widoki podziemne. Oby takie plenery odbywały się częściej rzec można. Ale lepiej jeśli pozostaje lekkie uczucie niedosytu, prawda?


Odpowiedzi

  1. bardzo udany wypad jeśli chodzi o atmosferę, mam nadzieję że zdjęcia równie wiele zadowolenia mi przyniosą, pozdro!
    no i nieźle schudłeś stary od zimy

    • Hahaha od zimy to mi poszło w drugą stronę ;-) Jak bedziesz mial zdjecia daj znac.


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.